Korwinizm, czyli lustracja na skróty

Dzień 28 maja 1992 r. nie zapowiadał się w polskim Sejmie szczególnie ciekawie. Na ten dzień przewidziano dyskusję nad projektami ustaw o miarach i normalizacji, co samo w sobie nie wróżyło szczególnych emocji; choć zaś ustawa o ujawnianiu majątku przez parlamentarzystów[1] gwarantowała kilku politykom emocjonującą przyszłość – to sama dyskusja nad projektem miała przebiegać w formie rytmicznego potakiwania. Była to jednak, jak się okazało, cisza przed burzą. Kiedy bowiem, krótko po godzinie jedenastej, na sejmową mównicę dziarskim krokiem wkroczył Janusz Korwin-Mikke, rozpoczęła się oficjalnie najciekawsza gra Trzeciej Rzeczpospolitej: gra teczkami.

I

Nim jednak o niej – małe zastrzeżenie. Autor, wbrew temu co będzie mu się pewnie zarzucać, nie jest przeciwnikiem rozliczeń z przeszłością. Przeciwnie: za Stephenem Garretem powtórzyć trzeba, iż w sytuacji tranzycji, w której „poprzedni, autorytarny reżim ustąpił reżimowi demokratycznemu, nowa demokracja (…) musi stawić czoła problemowi odpowiedzi na naruszenia praw człowieka obciążające poprzedni system”; rządzący zaś  zobowiązani są zadać sobie pytania: „co pamiętać z przeszłości, jak zdefiniować przeszłość, co zrobić z przeszłością oraz w jaki sposób wszystkie te kwestie mogą wpłynąć (lub wpłyną) na teraźniejszość i przyszłość społeczeństwa”[2]. Ów „problem kata” – jak go obrazowo określa Samuel Huntington[3] – sprowadza się w istocie do następującego dylematu: jak w społeczeństwie dotkniętym dziedzictwem naruszeń praw człowieka przywrócić elementarne zaufanie obywatelskie, tak do instytucji państwa, jak i do siebie nawzajem[4]. Jak wskazuje Susan Opatow, nie ma jednej ku temu drogi: każde społeczeństwo jak i każdy konflikt mają odmienną charakterystykę, stąd też wiele jest metod służących tak rozumianemu pojednaniu[5]. Wśród narzędzi sprawiedliwości okresu tranzycji (transitional justice) wskazuje się przy tym nie tylko procesy karne – pozostające nadal podstawowym środkiem rozliczeń naruszeń praw człowieka[6] – ale także zadośćuczynienie ofiarom, środki o charakterze symbolicznym oraz, znajdujące wspólny wyraz w procedurze lustracji, środki służące poszukiwaniu prawdy o zbrodniach poprzedniego reżimu (truth-seeking) oraz reformie instytucji państwowych[7].

Także i lustracja – którą postrzegać można jako weryfikację (vetting) urzędników państwowych przeprowadzaną w warunkach rozliczeń z komunistycznym reżimem[8] – nieść może za sobą pozytywne efekty. W literaturze podkreśla się, że służąc reformie instytucji państwowych lustracja zapobiec może naruszeniom praw człowieka, zaś w sytuacji, w której procesy karne z powodu sytuacji politycznej nie są możliwe, utrata przez winowajcę stanowiska i związanych z nim przywilejów może wypełniać powstałą „lukę bezkarności”[9]. Węgierski Sąd Konstytucyjny wskazywał dodatkowo, iż weryfikacja jest też formą „publicznego ujawnienia natury poprzedniego reżimu, środkiem zadośćuczynienia i jednocześnie symbolem nieodwracalności zmian”[10]. Wreszcie Marek Safjan, były prezes polskiego Trybunału Konstytucyjnego, podnosił, iż argumentem za weryfikacją w formie lustracji jest konstytucyjne prawo obywateli do sprawiedliwości oraz do informacji o działalności organów publicznych, a także zasada przejrzystości organów władzy[11]. Jednoczenie jednak w literaturze wskazuje się też argumenty przeciwko lustracji, takie jak obowiązek poszanowania prawa do prywatności, zakaz samooskarżania i zasadę proporcjonalności[12] oraz podnosi się, iż weryfikacja osób pod kątem działań legalnych w poprzednim reżimie, może stanowić naruszenie zasady zakazu retroaktywności prawa[13].

W literaturze zachodniej docenia się więc potencjalne zalety procesu lustracji; stawia się jej jednak jeden warunek. Odrzuca się tam bowiem znaną nam skądinąd doktrynę imposyblizmu prawnego, żądając – zgodnie ze sformułowaną przez Vaclava Havla zasadą „My to nie oni” – by proces lustracji przebiegał z poszanowaniem praw człowieka właściwym państwom demokratycznym. Stabilne ustawodawstwo winno jasno określać podmioty lustrowane (weryfikowane), kryteria lustracji, moment rozpoczęcia i czas trwania procesu oraz jego procedurę[14]; precyzyjne uregulowania winny być zaś zgodne ze standardami konstytucyjnymi i międzynarodowymi[15]. Odpowiedzialność winna mieć charakter indywidualny[16], zaś sam proces winien zapewniać lustrowanemu powiadomienie o zarzutach ze stosownym wyprzedzeniem, prawo do ustosunkowania się do nich[17], prawo do pełnomocnika (także z urzędu), prawo dostępu do dowodów świadczących przeciwko weryfikowanemu, prawo do wniesienia własnych wniosków dowodowych, do przeprowadzenia na żądanie jawnej rozprawy i prawo odwołania się do niezależnego organu sądowego[18]. Fundamentalne znaczenie ma wreszcie zasada domniemania niewinności i ciężaru dowodu po stronie ciała weryfikującego. Wszystkie te zasady – zaznaczmy na koniec – wyprowadzane są w rezolucjach ONZ i Rady Europy wprost z zasad praworządności charakterystycznych dla państw demokratycznych, nie można więc argumentować, by wprowadzono je retroaktywnie już po sprawie „listy Macierewicza”.

II

Mając w głowie wszystkie te reguły, powróćmy na polskie podwórko. Zostawiliśmy Pana Janusza na mównicy sejmowej; po wejściu na nią polityk Unii Polityki Realnej wniósł o uzupełnienie porządku dziennego obrad o „przyjęcie projektu uchwały zobowiązującej ministra spraw wewnętrznych do podania pełnej informacji na temat urzędników państwowych od szczebla wojewody wzwyż, a także senatorów, posłów, sędziów i adwokatów będących współpracownikami Służby Bezpieczeństwa w latach 1945-1992”[19]. Inicjatorem uchwały był Lech Pruchno-Wróblewski (UPR); przygotowano ją jednak przy wydatnej współpracy Janusza Korwin-Mikkego i to przez niego została przedstawiona[20]. Po przegłosowaniu uzupełnienia porządku dziennego o proponowany punkt, został on przedstawiony przez posła UPR Andrzeja Sielańczyka w wersji zmodyfikowanej: poszerzał on zakres lustrowanych o prokuratorów oraz „radnych gmin i członków zarządów gmin”, przewidywał ich lustrację pod kątem współpracy zarówno z SB, jak i istniejącym przed jej powołaniem Urzędem Bezpieczeństwa (UB) oraz ustanawiał terminy wywiązania się przez szefa MSW z tego obowiązku. Co więcej, zawężał on zakres czasowy badanej współpracy do roku 1990 – projekt zgłoszony przez Janusza Korwin-Mikkego przewidywał rok 1992 jako rok końcowy, co zważywszy na likwidację SB w 1990 r.[21] większego sensu nie miało. Ostatecznie więc przegłosowana uchwała zyskała treść: „Niniejszym zobowiązuje się Ministra Spraw Wewnętrznych do podania do dnia 6 czerwca 1992 r. pełnej informacji na temat urzędników państwowych od szczebla wojewody wzwyż, a także senatorów i posłów; do 2 miesięcy – sędziów, prokuratorów i adwokatów oraz do 6 miesięcy – radnych gmin i członków zarządów gmin – będących współpracownikami UB i SB w latach 1945-1990”[22].

Już w czasie dyskusji sejmowej posłowie przeciwni uchwale lustracyjnej wskazywali, iż akt ten ma charakter bezprawny. Jerzy Ciemniewski (Unia Demokratyczna) podnosił, iż uchwała godzi w zasadę państwa prawa i  w prawa człowieka; Aleksander Małachowski (Solidarność Pracy – SP) stwierdził zaś naruszenie zasady lex retro non agit i wyposażanie ministra w prawo jednoosobowego, pozasądowego orzekania kary infamii bez postępowania śledczego i dowodowego oraz prawa do obrony. Jan Rokita (UD) argumentował, że „ustawodawstwo (…) przyjęte przez Sejm w 1990 r.” czyni z wykonania ustawy lustracyjnej „przestępstwo zagrożone karą do 5 lat więzienia”[23]. Wreszcie Jacek Taylor (UD) w imieniu Unii Demokratycznej, Solidarności Pracy, Polskiego Programu Gospodarczego i Kongresu Liberalno-Demokratycznego potępił uchwałę, wskazując, iż przekazuje ona ministrowi kompetencje, które dać mu może jedynie ustawa, a nieokreślenie procedury i sposobu kontroli grozi politycznym wykorzystaniem lustracji[24]. Biorąc pod uwagę formułowane zarzuty nie dziwne, że już w dniu jej uchwalenia uchwała lustracyjna została na wniosek posłów UD, KL-D, PPG, SP i SLD skierowana do Trybunału Konstytucyjnego.

III

Nim jednak los uchwały rozstrzygnął się w pałacyku na Szucha, polski Sejm był świadkiem dramatycznych wydarzeń, które w prawicowej publicystyce przeszły do historii pod nazwą „nocnej zmiany”.  Uprzedzając spodziewane odwołanie Rady Ministrów[25], 4 czerwca 1992 r. szef MSW, Antoni Macierewicz, rozpoczął wykonywanie uchwały lustracyjnej. Minister przekazał przewodniczącym klubów poselskich 24 zalakowane koperty opatrzone klauzulą tajności, w których znajdowała się lista osób wraz z informacjami o charakterze i czasie współpracy z UB i SB oraz sygnaturą akt. Inna lista przekazana została prezydentowi, marszałkom Sejmu i Senatu, premierowi oraz Prezesowi TK i Pierwszemu Prezesowi SN[26]. Listy różniły się treścią: o ile na liście przekazanej klubom znalazły się informacje o domniemanych agentach w parlamencie i rządzie, o tyle na krótszej liście przekazanej prezydentowi znalazły się też nazwiska jego samego i Marszałka Sejmu Wiesława Chrzanowskiego (ZChN)[27]. Na listach znaleźli się też parlamentarzyści, przedstawiciele rządu i Kancelarii Prezydenta. Wraz z przekazaniem spisu, rzecznik MSW wydał następujące oświadczenie: „Minister spraw wewnętrznych nie czuje się uprawniony do określenia kto był, a kto nie był współpracownikiem UB i SB w latach 1945-1990. Zgodnie z uchwałą Sejmu minister czuł się zobowiązany jedynie do dostarczenia informacji mówiącej tylko o znajdujących się w dyspozycji MSW materiałach”[28].

Korwin-Mikke miał więc rację, gdy mówił w przemówieniu sejmowym z 06.06.1992 r., iż „uchwała z 28 maja nie jest wykonana”. Nie jednak dlatego, iż na przekazanych listach brak było wojewodów – możliwe wszak, że żaden z nich nie był tajnym współpracownikiem SB lub UB – lecz dlatego, iż przekazane dokumenty dotyczyły „nie tylko tajnych wywiadowców, ale również innej kategorii ludzi, których trudno być może zaliczyć do pracowników Służby Bezpieczeństwa”[29]. O ile bowiem w uchwale lustracyjnej szef MSW zobowiązany był do przedstawienia listy agentów SB i UB – pomińmy na razie kwestię zgodności wyznaczenia takiego obowiązku z Konstytucją – o tyle przedstawiona przez niego lista stanowiła jedynie spis osób figurujących w kartotekach MSW; lista nie miała więc charakteru zweryfikowanego. Minister zobowiązany był do merytorycznej oceny posiadanych materiałów; mimo jednak społecznego odbioru listy Macierewicza jako „listy agentów”, spis ten w istocie był jedynie spisem SB-eckich dokumentów o niezweryfikowanej wiarygodności. Sposób wykonania uchwały skompromitował ideę lustracji na wiele lat, zaś ujawnienie listy doprowadziło nie do klaryfikacji historycznej, lecz do dalszych niejasności. W miesiąc po przekazaniu spisu oceniano, iż przedstawiony „kształt informacji, kształt zapisów w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych jest punktem odniesienia do wieloletniego i wielokrotnego szantażu, który będzie trwał tak długo, jak długo te sprawy nie zostaną wyjaśnione, jak długo nie zostanie przeanalizowane, kto co robi”. Słowa te wypowiedział – apelujący o kontynuację lustracji i weryfikację przekazanej przez siebie listy – minister Antoni Macierewicz[30].

Ze sposobu wykonania uchwały autor nie czyni jednak Korwin-Mikkemu specjalnego zarzutu: co najwyżej podnosić można, iż ponosi on „winę w wyborze”, bowiem rozsądny i znający realia polskiej polityki parlamentarzysta winien był przewidzieć, iż szef MSW nie będzie zdolny do rzetelnego i wolnego od gry politycznej wykonania uchwały. Autor nie pragnie też nadmiernie dręczyć Pana Janusza wskazując, iż to jego uchwała rozpoczęła medialną dziką lustrację: tym niemniej godny zaufania polityk powinien być zdolny do antycypacji także dalszych konsekwencji swoich działań, toteż nikt nie zdejmie z Korwina moralnej i politycznej odpowiedzialności za wojnę teczkami. Wina Pierwszego Korwinisty jest jednak dużo bardziej bezpośrednia. Już bowiem sam kształt uchwały lustracyjnej stanowił pogwałcenie podstawowych zasad liberalizmu i demokracji, a także przyczynił się na kilka lat do dyskredytacji samej idei rozliczeń z przeszłością. Sprzeczność uchwały z Konstytucją, umowami międzynarodowymi i ustawami dobitnie wskazał zaś w swoim orzeczeniu Trybunał Konstytucyjny.

IV

Trybunał wydał wyrok 19 czerwca 1992 r.[31]. Wydał go, choć – powiedzmy sobie szczerze – kwestia jego kompetencji w tej mierze budziła wątpliwości. Po dokładniejsze rozważania w tej mierze odsyłam do przypisu[32]: póki co wystarczy nam jednak, iż TK w swoim orzeczeniu w sposób niezwykle przekonujący wskazał na bezprawny charakter uchwały. Wystarczy nam to, bowiem nawet uznanie, iż Trybunał rozszerzył wyrokiem swe kompetencje, nie zmienia siły jego argumentów merytorycznych: bez względu na kognicję TK Korwin-Mikke ponosi bowiem polityczną odpowiedzialność za zgłoszenie propozycji aktu niezgodnego z treścią polskiej Konstytucji.

Na początek tej analizy mała prawnicza uwaga. Uchwała Sejmu jest bez wątpienia aktem podustawowym. Co za tym idzie, treść uchwały nie może być niezgodna z normami wyrażonymi w aktach prawnych wyższego rzędu: w szczególności nie może ona kolidować z Konstytucją, ustawami i umowami międzynarodowymi. I pod tym kątem, posiłkując się orzeczeniem Trybunału, uchwałę sobie rozpatrzymy.

Podstawowym oskarżeniem, jakie stawia się uchwale lustracyjnej, jest zarzut błędnej formy aktu prawnego: lustracja uregulowana została uchwałą, podczas gdy zakres uregulowanych nią spraw należał do materii ustawowej. Innymi słowy to, co uregulowane musiało być ustawą – a co za tym idzie: to, co winno być omówione w Sejmie w trzech czytaniach, zatwierdzone przez Senat i podpisane przez Prezydenta – zostało uregulowane przegłosowaną przy w połowie pustej sali uchwałą. Ów naruszony obowiązek wynikał z faktu, iż tylko w drodze ustawy regulować można prawa i obowiązki obywateli. Takim prawem jest prawo do ochrony dóbr osobistych obywatela, do których na mocy art. 23 Kodeksu cywilnego należy także cześć człowieka. Ujawnienie informacji o współpracy z SB lub UB, nawet ograniczonemu do parlamentarzystów kręgowi osób – jako że współpraca powszechnie oceniana jest jako naganna – z pewnością w taką cześć godzi, narusza więc dobra osobiste. Naruszenie to może być jednak w uzasadnionych wypadkach zgodne z prawem ­– i tak mogłoby być w przypadku ujawnienia agentów SB. Zgodnie z tym jednak, co powyżej napisano: istotne, by prawodawca zdecydował o tym ustawą, tylko ona może bowiem ingerować w prawa obywateli. Dlatego też Trybunał konstatował, iż: „udzielenie organowi państwowemu kompetencji do wkraczania w sferę dóbr osobistych może nastąpić jedynie w akcie prawnym rangi ustawowej. Jest to bezwzględny wymóg wchodzący w zakres zasady demokratycznego państwa prawnego. Tym bardziej wymóg ten musi być spełniony, gdy norma prawna zobowiązuje organ państwowy do takiego działania. Ustanowienie normy ograniczającej prawa obywatela w akcie prawnym niższego niż ustawa rzędu, np. w drodze uchwały Sejmu stanowi naruszenie art. 1 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej”. Uzupełnijmy, iż art. 1 ówczesnej Konstytucji[33], w brzmieniu obowiązującym 28.05.1992 r., stwierdzał, iż: „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”; identyczny przepis znajdziemy w art. 2 obecnej ustawy zasadniczej. Widzimy więc, iż zaproponowana przez Pana Janusza forma działania godziła w podstawowe, liberalne prawa i wolności obywateli, naruszając przy tym równie podstawowe założenia aksjologiczne, na których oparta jest liberalna demokracja.

Gdyby nawet jednak uchwała ta została przyjęta w formie ustawy, to przy takim jej sformułowaniu i tak byłaby sprzeczna z art. 2 ówczesnej Konstytucji. Jak bowiem stwierdzał Trybunał: „Z zasady demokratycznego państwa prawnego wynika, iż każda regulacja prawna nawet o charakterze ustawowym, dająca organowi państwowemu uprawnienie do wkraczania w sferę praw i wolności obywatelskich musi spełniać wymóg dostatecznej określoności. Należy przez to rozumieć precyzyjne wyznaczenie dopuszczalnego zakresu ingerencji oraz tryb w jakim podmiot ograniczany w swoich prawach i wolnościach może bronić się przed nieuzasadnionym naruszeniem jego dóbr osobistych”. W liberalnej demokracji obywatel musi więc wiedzieć (przypomnijmy sobie znów formułowane przez ONZ i Radę Europy zasady) czy jest objęty lustracją, jakie są jej kryteria, czy i jakie zarzuty mu się stawia – oraz musi mieć możliwość bronienia się przed oskarżeniami. Tymczasem, jak stwierdzał Trybunał: „uchwała Sejmu sformułowana została w sposób wyjątkowo niejasny, uchybiający podstawowym wymaganiom tworzenia przepisów prawa. Nie wiadomo co oznacza sformułowanie <<pełna informacja>>; nie wiadomo komu informacja taka ma być przekazana, jakie to są organy <<od wojewody wzwyż>>, jakie są kryteria uznania osób za <<współpracowników UB i SB>>, jakie będą skutki prawne podania owych informacji do wiadomości, czym kierowano się wymieniając w uchwale np. adwokatów, aby wymienić tylko niektóre z nasuwających się wątpliwości”. I dalej: „Taki sposób zredagowania uchwały nie mógł nie wpłynąć na sposób jej realizacji. Dlatego też, zdaniem Trybunału Konstytucyjnego, sama uchwała bez względu na sposób jej wykonania prowadziła do naruszenia dóbr osobistych obywateli”.

Nie tylko jednak sposób jej sformułowania sprawiał, iż nawet przy jej uregulowaniu drogą ustawową uchwała ta byłaby niezgodna z polską Konstytucją. Zastosowana procedura nie gwarantowała zainteresowanym wiedzy o toczącym się postępowaniu; informacje o zamieszczeniu ich nazwisk na liście Macierewicza uzyskali oni wszak od osób trzecich już po jej ogłoszeniu. Naruszono więc ich prawo do – pozwólmy sobie na małą wyliczankę – informacji o stawianych im zarzutach, wglądu do akt, odniesienia się do dowodów strony przeciwnej i wnoszenia własnych wniosków dowodowych, przeprowadzenia na ich żądanie rozprawy, posiadania pełnomocnika procesowego, otrzymania uzasadnienia decyzji o wpisaniu na przedstawianą listę oraz odwołania się od niej do niezależnego organu. Co więcej, podmiot wykonujący uchwałę nie miał przymiotu niezależności: wystarczy zauważyć, iż szef MSW wykorzystał akta do politycznej gry, służącej odwołaniu Leszka Moczulskiego z kierownictwa KPN i zapewnieniu poparcia tej partii dla rządu Olszewskiego[34]. Wszystko to każe sądzić, iż uchwała – w przewidzianej w jej treści procedurze – naruszała fundamentalnie prawo do obrony i stanowiła pogwałcenie standardów państwa prawa oraz praw człowieka. Co więcej, zgłoszona przez Korwin-Mikkego uchwała była też mordercza dla samej idei lustracji: naruszenie podstawowych zasad prawa sprawiało bowiem, iż proces ten stał się narzędziem politycznej zemsty i gry politycznej – miast środkiem służącym poznaniu prawdy o bolesnej przeszłości.

Wszystko to sprawiło, iż Trybunał nie miał właściwie wyboru: uznając uchwałę za sprzeczną z Konstytucją, musiał on jednocześnie stwierdzić naruszenie aktem podustawowym wspomnianego już art. 23 k. c., traktującego o ochronie dóbr osobistych (w tym czci). Konsekwentnie, nie dało się również zaprzeczyć naruszeniu art. 17 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych, zgodnie z którym: „Nikt nie może być narażony na samowolną lub bezprawną ingerencję w jego życie prywatne, rodzinne, dom czy korespondencję, ani też na bezprawne zamachy na jego cześć i dobre imię”[35]. Naruszenie tego artykułu wynikało oczywiście z faktu, iż zgodnie z jego brzmieniem dozwolone są jedynie zgodne z prawem naruszenia czci i dobrego imienia: ze względu zaś na formę zaproponowanego przez Janusza Korwin-Mikkego aktu prawnego oraz jego treść, uchwała lustracyjna stanowiła naruszenie – ale o charakterze bezprawnym.

Jako iż uchwała była aktem podustawowym, do jej inicjatorów należał obowiązek zapewnienia jej zgodności także z innymi obowiązującymi ustawami. Janusz Korwin-Mikke z tego obowiązku się nie wywiązał.  I tak: uchwała – nie określając komu przekazane mają być informacje dotyczące współpracowników UB i SB – stanowiła naruszenie art. 5 ustawy o tajemnicy państwowej i służbowej (u. t. p. s.)[36], przewidującej, iż informacje ją stanowiące mogą być przekazywane tylko na podstawie ustawy. Gdyby uchwała wskazywała, iż dane te mają być przekazane tylko parlamentarzystom, to podstawą mogłaby być ustawa o wykonywaniu mandatu posła i senatora[37]; uchwała – przez swą nieoznaczoność – nie stwierdzała jednak tego faktu i mogła być podstawą przekazania informacji nieogranczonemu kręgowi osób; doprowadziło to do uznania jej przez TK za sprzeczną z art. 5 u. t. p. s.

Nawet jednak, gdyby uchwała ograniczała zakres informowanych do posłów i senatorów, to i tak byłaby niezgodna z art. 12 ustawy o UOP oraz art. 21 ustawy o policji[38]. Zgodnie bowiem z tymi artykułami zakazane było – i nie czyniono tu wyjątków dla parlamentarzystów – udzielanie informacji o obywatelu, uzyskanych w czasie wykonywania czynności operacyjno-rozpoznawczych, podmiotom innym niż sąd i prokurator i na inne potrzeby niż proces karny. Zakres tej regulacji dotyczył nie tylko dokumentów wytworzonych przez UOP czy policję, lecz także dokumentów uzyskanych w toku działalności operacyjno-rozpoznawczej przez UB i SB; dokumenty te mają bowiem w istocie identyczny charakter, tj. w równym stopniu stwierdzają (prawdziwe lub nie) informacje o obywatelu. Trzeba jednak zauważyć, że wyjątek od tej zasady można było wprowadzić ustawą; uchwała miała jednak charakter podustawowy, a więc – naruszając wskazane artykuły – bezprawnie umożliwiała szefowi MSW przekazywanie informacji z akt. To sprawiło, iż uchwała uznana została przez TK za naruszająca te artykuły; wszystkie te uchybienia zmusiły za Trybunał do uznania, iż uchwała naruszała art. 3 ówczesnej Konstytucji, zgodnie z którym: „Przestrzeganie praw Rzeczypospolitej Polskiej jest podstawowym obowiązkiem każdego organu państwa”.

Na koniec tych – przydługich już nieco – rozważań prawnych, ciut o procedurze. Zgłaszając ów wiekopomny projekt, Janusz Korwin-Mikke stwierdził: „Sądząc z oklasków, nie muszę tego uzasadniać. Jest jasne, jaka panuje atmosfera”; uzasadnienia nie przedstawił także w późniejszej debacie Andrzej Sielańczyk. Tymczasem zgodnie z art. 36 ust. 1 obowiązującego wówczas Tymczasowego Regulaminu Sejmu[39]: „Pierwsze czytanie projektu ustawy (uchwały) obejmuje uzasadnienie projektu przez wnioskodawcę, pytania posłów i odpowiedzi wnioskodawcy oraz dyskusję”. Tym samym przedstawienie uchwały bez uzasadnienia świadczy o naruszeniu przez Pierwszego Korwinistę tego artykułu. I marnym jest pocieszeniem, iż jego przewinę szybko przebił Jacek Maziarski (PC), który złożył – przegłosowany później – wniosek o przystąpieniu do głosowania nad uchwałą bez przeprowadzania dyskusji. Co więcej, projekt uchwały odczytany został w innej wersji niż dostarczona posłom w druku, posłowie Unii Polityki Realnej zignorowali zaś pytania – dotyczące wskazanych później przez TK przepisów ustaw o UOP i policji – stawiane im, jako wnioskodawcom, przez Józefę Hennelową (UD)[40]. Te uchybienia proceduralne doprowadziły TK do uznania, że „zaskarżona uchwała została przyjęta w trybie, który nie spełnia konstytucyjnych wymogów demokratycznego stanowienia prawa”.

O tym, jak beznadziejnie sprzeczną z prawem była ta uchwała, niech świadczy fakt, iż Trybunał, widząc ryzyko „nieodwracalnych naruszeń dóbr osobistych, w szczególności czci i imienia wielu osób”, które mogłoby nastąpić w wyniku dalszego wykonania uchwały „bez istnienia procedur ochronnych”, zdecydował o zawieszeniu jej stosowania w całości. Mogło to nastąpić na mocy obowiązującej wówczas ustawy o Trybunale Konstytucyjnym jedynie w szczególnie uzasadnionych wypadkach[41].

V

Podsumujmy więc grzechy Pana Janusza. Nie jest grzechem to, że podjął on inicjatywę lustracyjną – lustracja, właściwie przeprowadzona, może pełnić pozytywną rolę. Grzechem jest to, iż zaproponowany przez niego proces był sprzeczny z polskim prawem, prawami człowieka i podstawowymi zasadami praworządności. Naruszał on – w sposób dla liberała nie do przyjęcia – takie prawa i wolności osobiste jak prawo do ochrony dobrego imienia, prawo do obronny i prawo do uczciwego procesu. Będąc zaś sprzecznym z podstawowymi zasadami uczciwego postępowania, stanowił też swoistą zbrodnię na lustracji. Tylko bowiem uczciwy i rzetelny proces lustracyjny jest procesem legitymowanym: lustracyjna prowizorka, w stylu zaproponowanym przez Korwin-Mikkego, nie tylko nie sprzyja zwiększaniu wiedzy o przeszłości, lecz raczej zniechęca do lustracji, obrzydza ją społeczeństwu – i podważa jej sens.

Gdy Janusz Korwin-Mikke proponował w Sejmie projekt uchwały lustracyjnej, stwierdził: „Tu jest wniosek podpisany na razie przez 19 posłów. Sądzę, że podpisałoby go wiele więcej posłów, tylko robiliśmy to w sposób nagły”[42]. I nikt lepiej nie podsumował tej uchwały niż sam zainteresowany: była pisana na kolanie, do bólu nieścisła i niekonstytucyjna oraz podatna na polityczne manipulacje. Gdyby miast niej UPR przygotował rzetelną ustawę, to być może podpisałyby się pod nią także UD, PSL i Solidarność Pracy – w końcu to te partie uchwaliły ustawę z 1997 r. Zwyciężyła jednak wiara w naczelne założenie korwinizmu: że każdy problem można rozwiązać jednym prostym zdaniem. Niestety: rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. Czterdziestu pięciu lat agentury, ludzkich tragedii, fałszowania i niszczenia akt nie da się rozwiązać za pomocą jednozdaniowej uchwały. Wierzyć w to, to jak wierzyć, że rozbity samochód da się naprawić jednym uderzeniem młotka.

Michał


[1] Sprawozdanie stenograficzne z 16 posiedzenia Sejmu I kadencji, 28.05.1992 r. Dostępne w internecie: http://orka2.sejm.gov.pl/Debata1.nsf

[2] Stephen A. Garrett : Models of Transitional Justice – A Comparative Analysis. Columbia University Press, 2000. [online] Dostęp: 25.11.2009. Dostępny w internecie: http://www.ciaonet.org/isa/gas02/ (dostęp płatny). Tłumaczenia z języka angielskiego pochodzą od autora, chyba że zaznaczono inaczej.

[3] Szerzej: Samuel Huntington, Trzecia fala demokratyzacji, tłum. Andrzej Dziurdzik, Warszawa, 1995, zwłaszcza s. 216 i n.

[4] Szerzej o pojednaniu, rozumianym zgodnie z koncepcją zaufania obywatelskiego: Pablo de Greiff, Vetting and transitional justice. W: Justice as Prevention: Vetting Public Employees in Transitional Societies, red. Alexander Mayer-Rieckh i Pablo de Greiff, Nowy York, 2007. Dostęp za pomocą: [online] Social Science Research Council, 2007. Dostęp: 04.11.2009. Dostępny w internecie: http://www.ssrc.org/workspaceimages/crm/new_publication_3/{57efec93-284a-de11-afac-01cc477ec70}.pdf, s. 522-544; Reconciliation. International Centre for Transitional Justice, 2006. [online] Dostęp: 27.10.2009. Dostępny w internecie: http://ictj.org/en/tj/784.html

[5] Susan Opotow, Reconciliation in Times of Impunity. Social Justice Research, 2001, nr 2, wol. 14. Dostęp za pomocą: [online] SpringerLink, 2004. Dostęp: 26.11.2009. Dostęp w internecie: http://www.springerlink.com/content/rl176g12278621m1/ fulltext.pdf (dostęp płatny), s. 162-163

[6] Wykład Juana Mendeza na Uniwersytecie Warszawskim, 10.11.2010 r.

[7] Krótki przegląd narzędzi transitional justice np. w: David A. Crocker, Reckoning with Past Wrongs: A Normative Framework. University of Maryland, 2004. [online] Dostęp: 31.01.2010. Dostępny w internecie: http://terpconnect.umd.edu/~dcrocker/Courses/Docs/Reckoning%20with%20past%20wrongs.pdf; What is Transitional Justice? International Center for Transitional Justice, 2008. [online] Dostęp: 15.10.2009. Dostępny w internecie: http://ictj.org/en/tj/780.html

[8] Autor, zdając sobie sprawę z niedokładności tego określenia, używa go do określenia reżimu autorytarnego panującego w Polsce w latach 1945-1989 r.

[9] Pablo de Greiff, op. cit., s. 524-526.

[10] Za: Wojciech Sadurski, „Decommunisation”, „Lustration” and Constitutunal Continuity: Dilemmas of Transitional Justice in Central Europe. European University Institute, 2003. [online] Dostęp: 26.12.2009. Dostępny w internecie: http://cadmus.eui.eu/dspace/ bitstream/1814/1869/2/law03-15.pdf, s. 8

[11] Marek Safjan, Transitional Justice: The Polish Example, the Case of Lustration. European Journal of Legal Studies, 2007, nr 1, wol. 2. Dostęp za pomocą: [online]. EJLS.eu, 2007. Dostęp: 02.02.2010. Dostępny w internecie: http://www.ejls.eu/2/29UK.pdf, s. 11-12.

[12] ibidem, s. 12-13

[13] Na marginesie zauważyć należy, iż polski model lustracji (zawarty w ustawie z 1997 r. i funkcjonujący w nieco zmienionej formie do dziś), który opiera się na karaniu kłamstwa w procesie lustracyjnym, broni się przed zarzutem retroaktywności. Karze się w nim bowiem nie sam fakt współpracy ze służbami bezpieczeństwa państwa komunistycznego – co ze względu na legalność takiej współpracy miałoby charakter retroaktywny – lecz nieujawnienie tego faktu w procedurze lustracyjnej.

[14] Caspar Fitthen, The Legacy of Four Vetting Programmes: An Empirical Review. International Centre for Transitional Justice, 2009. [online] Dostęp: 27.10.2009. Dostępny w internecie: http://www.ictj.org/images/content/1/2/1276.pdf, s. 26-27

[15] Vetting Public Employees in Post-conflict settings. Operational guidelines. United Nations Development Programme, Bureau for Crisis Prevention and Recovery, 2006. [online] Dostęp: 28.10.2009. Dostępny w internecie: http://www.ictj.org/static/Vetting/UNDPVetting Guidelines.pdf, s. 13

[16] Report of the Secretary-General on the rule of law and transitional justice in conflict and post-conflict societies (S/2004/616). United Nations Security Council, 23.08.2004. [online] Dostęp: 01.02.2010. Dostępny w internecie: http://daccessods.un.org/access.nsf/Get?Open&DS=S/2004/ 616&Lang=E&Area= UNDOC, s. 18, par. 52; Resolution 1096 (1996) on measures to dismantle the heritage of former communist totalitarian systems. Council of Europe Parliamentary Assembly (PACE). [online] Dostęp: 31.01.2010. Dostępny w internecie: http://assembly.coe.int/ main.asp?Link=/documents/ adoptedtext/ta96/eres1096.htm, par. 12.

[17] Report of the Secretary-General… (S/2004/616), s. 18, par. 52.

[18] Zalecenie M w: Measures to dismantle the heritage of former communist totalitarian systems (Doc. 7568). Report by Mr Adrian Severin for Council of Europe’s Parliamentary Assembly’s Committee on Legal Affairs and Human Rights, 03.06.1996. [online] Dostęp: 31.01.2010. Dostępny w internecie: http://assembly.coe.int/Documents/WorkingDocs/ doc96/EDOC7568.htm.

[19] Sprawozdanie stenograficzne z 16 posiedzenia Sejmu I kadencji, 28.05.1992 r.

[20] Wypowiedź Lecha Pruchno-Wróblewskiego: Sprawozdanie stenograficzne z 19 posiedzenia Sejmu I kadencji, 04.07.1992

[21] Służbę Bezpieczeństwa zlikwidowano Ustawą z dnia 6 kwietnia 1990 r. o Urzędzie Ochrony Państwa (Dz. U. z 1990 r., nr 30, poz. 180)

[22] Uchwała Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 28 maja 1992 r. (M.P. z 1992 r., nr 16 poz. 116).

[23] Janowi Rokicie chodziło zapewne o bezprawne ujawnienie tajemnicy państwowej, stanowiące przestępstwo ujawnienia tajemnicy państwowej z art. 260 § 1 Ustawy z dnia 19 kwietnia 1969 r. – Kodeks karny (Dz. U. z 1969 r., Nr 13., poz. 94 z późn zm.), zagrożone karą pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 5.

[24] Sprawozdanie stenograficzne z 16 posiedzenia Sejmu I kadencji, 28.05.1992 r.

[25] Wniosek o odwołanie Rady Ministrów miał być głosowany 5 czerwca; powodem jego zgłoszenia była, jak utrzymuje Waldemar Kuczyński, negatywna ocena polityki gospodarczej rządu i przedłużająca się indolencja w zakresie zdobycia stabilnej większości, zaś sprawa listy Macierewicza zadecydowała jedynie o sukcesie inicjatywy „małej koalicji”. Zob: Waldemar Kuczyński, Fałszywy mit nocnej zmiany. Rzeczpospolita, 26.06.2008 r. [online] Dostępny w internecie: http://www.rp.pl/artykul/154598.html

[26] Piotr Grzelak, Wojna o lustrację, Warszawa, 2005, s. 61-62. Informację o istnieniu dwóch list znaleźć można także w wypowiedziach posłów Alojzego Pietrzyka i Kazimierza Świtonia. Tak: Sprawozdanie stenograficzne z 17 posiedzenia Sejmu I kadencji, 04.06.1992. Poseł Świtoń wskazał, iż na liście nieprzekazanej parlamentarzystom znajduje się Prezydent RP (wypowiedź wykreślona z protokołu). Zob. w filmie Nocna zmiana, reż. Jacek Kurski, Michał Balcerzak, 1993. Także: Upadek rządu, Gazeta Wyborcza, 05.06.1992, wol. 132, s. 3. Dostęp za pomocą: [online] Archiwum Gazety Wyborczej… Dostęp: 30.04.2010.

[27] Jacek Kuroń, Spoko! czyli Kwadratura koła, Warszawa, 1992, s. 245-246.

[28] Za: Piotr Grzelak, op. cit., s. 62.

[29] Sprawozdanie stenograficzne z 17 posiedzenia Sejmu I kadencji, 06.06.1992

[30] Sprawozdanie stenograficzne z 19 posiedzenia Sejmu I kadencji, 04.07.1992.

[31] Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 19 czerwca 1992 r. (U 6/92). Wszystkie podane niżej cytaty, nieoznaczone przypisem, pochodzą z tego właśnie orzeczenia.

[32] Na początek małe wprowadzenie. Jak wskazuje się w prawoznawstwie, normy – ze względu na zakres zastosowania – dzielimy na generalne i indywidualne. Normy generalne to takie, które wskazują swoich adresatów lub okoliczności zastosowania poprzez wskazanie cech rodzajowych (np. przedsiębiorca, najstarszy poseł na Sejm, w razie wystąpienia epidemii, w razie powodzi). Z kolei normy indywidualne wyznaczają adresata i okoliczności czy to przez imienne wskazanie adresata (np. Jana Nowaka), czy też takowe wskazanie okoliczności (np. dnia 1 stycznia 2011 r.). Ze względu na zakres normowania, normy możemy podzielić na abstrakcyjne i konkretne. Pierwsze z nich wyznaczają obowiązek w zasadzie powtarzalny (np. zarządzenia ogłoszenia ustawy), drugie zaś obowiązek o charakterze niepowtarzalnym (np. zapłatę konkretnego długu). Co do zasady uznaje się, że normy prawne powinny być generalne i abstrakcyjne, albowiem tylko takie normy zapewniają równe traktowanie podmiotów prawa (Zob. np.: S. Wronkowska, Podstawowe pojęcia prawoznawstwa i prawa, Poznań 2005, s.14 i 18.).

Zgodnie z art. 1 ust. 1 pkt 2 ówcześnie obowiązującej ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, TK orzekać mógł o zgodności z Konstytucją lub aktami ustawodawczymi wszystkich aktów normatywnych, a więc aktów ustanawiających normy prawne. TK uznał, że normą prawną jest tylko norma generalna i abstrakcyjna oraz wskazywał jednocześnie, że taka norma zawarta jest w uchwale lustracyjnej, co uzasadnia jego kognicję.

Wbrew temu, co pisze w zdaniu odrębnym sędzia TK Wojciech Łączkowski – norma ta była z pewnością generalna, wyznaczała bowiem adresata nie imiennie, lecz za pomocą jego cech. Adresatem był więc nie pan Antoni Macierewicz, lecz szef MSW – kimkolwiek by w tym okresie nie był. Problematyczny jest już jednak jej abstrakcyjny charakter; sędzia Łączkowski wskazuje bowiem, iż wyznacza ona „konkretnie wskazane czynności”, które adresat ma wykonać. TK podnosił co prawda, iż abstrakcyjność normy opiera się po pierwsze na tym, iż pojęcie „przedstawienia pełnej informacji” zawiera w sobie konieczność wykonania „całego ciągu określonych ogólnie i abstrakcyjnie działań realizowanych przez czas dłuższy”; trudno jednak uznać to za przekonujący argument, albowiem każda norma przewidująca obowiązek materialny (a więc: obowiązek zrealizowania określonego stanu rzeczy), niesie za sobą obowiązek czynienia wszystkiego, by ten stan rzeczy się zrealizował. Tak jest nie tylko w przypadku norm abstrakcyjnych – ale i konkretnych: jeśli nakaże się nam naprawienie spowodowanych przez nas zacieków na ścianie sąsiada, to musimy dokonać szeregu rozłożonych w czasie czynności. Nie lepszy jest drugi z argumentów Trybunału: jako że skład osobowy grup objętych lustracją może ulec zmianie, „informacja może obejmować w konsekwencji więcej osób i inne osoby w momencie zakończenia wykonania uchwały niż w momencie jej podjęcia”. Fakt, iż niełatwo jest ustalić wedle stanu na jaki dzień szef MSW winien określić listę lustrowanych osób, jest jedynie kolejnym dowodem na nieścisłość regulacji i wieloznaczność przepisu. Można więc się zgodzić, iż nie jest do końca określone jakie czynności adresat ma przedsięwziąć celem osiągnięcia wyznaczonego w uchwale stanu rzeczy. Wadliwość tego sformułowania zdaje się jednak nie zmieniać faktu, iż trzy nakazane w tym przepisie czynności mają (każda z nich) charakter jednorazowy i nakazują złożenie konkretnych list w konkretnych terminach.

Norma zawarta w uchwale nie ma więc charakteru generalnego i abstrakcyjnego – lecz generalny i konkretny. Mimo tego i tak uważam, że Trybunał miał kognicję do orzekania w tej sprawie, acz z czego innego należy ją wywodzić. TK uznał, że normą prawną jest tylko norma generalna i zarazem abstrakcyjna – nie sądzę, by była to najwłaściwsza konstrukcja. Pomijam już fakt, iż choćby w koncepcji Hansa Kelsena normami są także normy indywidualne i konkretne (a więc np. normy ustanawiane lub stwierdzane w wyrokach sądowych). Ważniejsze jest to, że akty normatywne zawierają czasami normy, które są co prawda generalne – ale i zarazem konkretne. Mnogość takich norm znajdziemy chociażby w ustawie budżetowej: generalnie określany adresat (właściwy minister) zobowiązany jest w nich do przekazanie konkretnemu podmiotowi (np. kopalni soli w Wieliczce) konkretnej kwoty dotacji. Mamy więc tu adresata, któremu kompetentny organ państwa wyznaczył obowiązek postępowania – czy nie jest to norma prawna? Należy więc raczej, szanując wykładnię TK, przychylić się do zdania Zygmunta Ziembińskiego, który stwierdza iż „stanowione w aktach prawotwórczych normy postępowania powinny być normami generalnymi i abstrakcyjnymi, ale nie jest to elementem wchodzącym w zespół cech definicyjnych normy prawnej” (Z. Ziembiński, Problemy podstawowe prawoznawstwa, Warszawa 1980, s. 154). Co za tym idzie, akt normatywny byłby aktem „wyrażającym normy  w zasadzie generalne i abstrakcyjne” (S. Wronkowka, op. cit., s. 32); wyjątkowo mógłby jednak zawierać np. normy generalne i konkretne. Przyjęcie takiej koncepcji pozwala Trybunałowi kontrolować np. w całości ustawy budżetowe – co jest bezpośrednio dopuszczone w art. 224 naszej Konstytucji. Pozwala też w prosty sposób wskazać, iż Trybunał był też uprawniony do badania norm zawartych w uchwale lustracyjnej: był to bowiem akt normatywny zawierający normy prawne, bez względu na to czy były to normy abstrakcyjne – czy konkretne.

Na koniec zastanówmy się z czego wynika postulat, by w przepisach prawnych wysławiać jedynie normy generalne i abstrakcyjne. Cóż: wynika to po prostu z przeświadczenia, iż prawodawca powinien hołdować zasadzie równości, powinien adresatów swych norm traktować jednakowo, istotnym czyniąc to jakie mają cechy – nie zaś kim indywidualnie, osobiście są. Zasada ta wynika więc z tego, co Chaim Perelman nazywał sprawiedliwością formalną. Służy ona ochronie jednostek przed nadużyciami i arbitralnością władzy. Co jednak, jeśli władza tej zasady się nie trzyma? Najgorszym rozwiązaniem, z punktu widzenia państwa prawa, jest odbieranie Trybunałowi Konstytucyjnemu prawa do sprawdzania konstytucyjności takich norm. Przeciwnie: jako że mogą one dotkliwiej naruszać prawa obywatela zawarte w Konstytucji, TK winien mieć szczególne prawa do badania ich zgodności z ustawą zasadniczą. Taka wykładnia funkcjonalna sprawia, iż tym bardziej trzeba przychylić się do tezy, iż TK był uprawniony do badania także aktów normatywnych zawierających normy indywidualne lub konkretne. Jest ona tym silniejsza, iż łatwo zauważyć, iż w tym konkretnym przypadku uchwała lustracyjna w sposób bezpośredni wkraczała w dziedzinę praw i wolności jednostki – pełniła więc funkcję normy prawnej.

[33] Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 22 lipca 1952 r. (Dz. U. z 1976 r. Nr 7, poz. 36 z późn zm.).

[34] Piotr Grzelak, op. cit., s. 81-85

[35] Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych z dnia 19 grudnia 1966 r. (Dz. U.z 1977 r., nr 38, poz. 167).

[36] Ustawa z dnia 14 grudnia 1982 r. o ochronie tajemnicy państwowej i służbowej. (Dz. U. z dnia 18 grudnia 1982 r.):
Art. 5. 1. Zachowanie tajemnicy państwowej jest obowiązkiem każdego, do czyjej wiadomości dotarła.
2. Zachowanie tajemnicy służbowej obowiązuje każdego pracownika bez względu na zajmowane stanowisko, rodzaj i miejsce wykonywanej pracy oraz charakter stosunku pracy. Zachowanie tajemnicy obowiązuje zarówno w czasie trwania stosunku pracy, jak i po jego ustaniu.
3. Zasady zwalniania od obowiązku zachowania tajemnicy państwowej i służbowej w postępowaniu przed sądami i innymi organami określają odrębne przepisy ustawowe.

[37] Ustawa z dnia 31 lipca 1985 r. o obowiązkach i prawach posłów i senatorów. (jednolity tekst – Dz.U.91.18.79 j.t.)
Art. 19. 1. W wykonywaniu mandatu poseł i senator ma prawo do uzyskiwania wszelkich informacji i materiałów oraz wglądu w działalność organów administracji państwowej, zakładów i przedsiębiorstw państwowych i innych jednostek gospodarki uspołecznionej.
2. Posłowie i senatorowie mają prawo dostępu do wiadomości stanowiących tajemnicę państwową i służbową, a także wstępu na teren obiektów lub do pomieszczeń, w których wiadomości te występują, bez potrzeby uzyskiwania odrębnych upoważnień, z wyjątkiem dostępu do wiadomości stanowiących tajemnicę państwową o szczególnie ważnym znaczeniu dla obronności Państwa, Sił Zbrojnych i bezpieczeństwa Państwa, oznaczonych klauzulą „tajne specjalnego znaczenia”.

[38] Art. 12 Ustawy z dnia 6 kwietnia 1990 r. o Urzędzie Ochrony Państwa (Dz. U. z dnia 10 maja 1990 r.) oraz art. 21. Ustawy z dnia 6 kwietnia 1990 r. o Policji (Dz. U. z dnia 10 maja 1990 r.), miały identyczną treść i następujące w dniu 28.05.1992 r brzmienie:
1. Zabronione jest udzielenie informacji o obywatelu, uzyskanych w czasie wykonywania czynności operacyjno-rozpoznawczych, do wiadomości osób lub instytucji innych niż sąd i prokurator, a także wykorzystywanie ich przeciwko obywatelom w celu innym niż ściganie karne.
2. Zakaz określony w ust. 1 nie ma zastosowania, jeżeli ustawa nakłada obowiązek udzielenia takich informacji określonemu organowi, a także w przypadkach, gdy zatajenie takiej informacji prowadziłoby do zagrożenia życia lub zdrowia innych osób.

[39] Uchwała Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 25 listopada 1991 r. w sprawie Tymczasowego regulaminu Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej. (M.P. z dnia 10 grudnia 1991 r. z późn. zm.)

[40] Sprawozdanie stenograficzne z 16 posiedzenia Sejmu I kadencji, 28.05.1992 r.

[41] Art. 10 ust. 2 Ustawy z dnia 29 kwietnia 1985 r. o Trybunale Konstytucyjnym: W szczególnie uzasadnionych wypadkach Trybunał może zawiesić w całości bądź w części stosowanie aktu z dniem ogłoszenia orzeczenia; zawieszenie to obowiązuje do czasu wykonania orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego w myśl art. 9 lub ust. 1 niniejszego artykułu.

[42] Sprawozdanie stenograficzne z 16 posiedzenia Sejmu I kadencji, 28.05.1992 r.

Reklamy

18 komentarzy

Filed under Korwinizm

18 responses to “Korwinizm, czyli lustracja na skróty

  1. Proszę o streszczenie dla nie-prawników.

  2. uncool_ben

    tak na szybko na razie: po pierwsze (szczere) gratulacje za wyczerpujący temat i interesujący artykuł – pomimo, że się z jego konkluzjami nie zgadzam; po drugie – myślę, że autor trochę przesadził z nieco przydługim uzasadnieniem błędów formalnych – sam zresztą zauważył, że JKM nie krył nigdy, w jakim pośpiechu pisany był projekt uchwały
    bo problem leży gdzie indziej, problem polega na tym, że gdyby JKM i UPR przeprowadzili by proces analogiczny do tego, który nastąpił w Niemczech i Czechach (bo tak to powinno być moim zdaniem zrobione – ciekaw jestem zdania Autora o tamtych lustracjach) – jak to chyba mówicie – lege artis, nie miałby on szans uzyskania wiekszości w parlamencie, a proces niszczenia akt (tych istotnych) przez zainteresowanych dobiegłby końca… myślę że był zaawansowany już w 1992 roku, co tłumaczy desperacje JKM

    tak czy inaczej, lustracja to cholernie trudny temat, wrócę później, żeby (mam nadzieję) podyskutować, bo to ciekawe
    pozdr

    • Witam serdecznie,

      Po pierwsze, dziękuję za komplement. Najwartościowsze pochwały pochodzą od osób do nich nieskorych – a trudno o osoby bardziej nieskore, niż te o przeciwnych poglądach na sprawę.

      Po drugie, różnymi się w ocenie tej sytuacji. To, że projekt był pisany w pośpiechu nie uzasadnia jego błędów; w pośpiechu przygotowywany był też plan Balcerowicza (Jaruzelski podpisał ustawy 31.12.1989 r. – a plan realizowano od 1990 r.), a przecież nie bylibyśmy gotowi rozgrzeszać jego twórcy z ewentualnych błędów i niedoskonałości. Dobry parlamentarzysta, jeśli musi działać szybko, winien działać szybko – ale w sposób przemyślany.

      Nie wiem też czy pośpiech był rzeczywiście konieczny: rząd Olszewskiego powołano w grudniu 1991 r., było więc pół roku na uchwalenie porządnej ustawy. Myślę też, że za czasów Olszewskiego, gdy archiwa były już w rękach Macierewicza i jego zespołu, nie groziło im przesadne niebezpieczeństwo zniszczenia. Ale jakie by to ryzyko nie było – nie usprawiedliwia to naruszenia Konstytucji.

      Nie zgadzam się też, by błędy, o których piszę, miały charakter formalny. Uchwała naruszała przepisy prawa materialnego kształtujące prawa podmiotowe jednostek, a więc m. in. ich prawo do dobrego imienia, czci, godności. To nie były jedynie drobne niedoskonałości: niewłaściwy sposób zorganizowania procesu doprowadził do naruszenia dobrego imienia konkretnych osób, osób które nigdy nie współpracowały (np. Grażyny Staniszewskiej, Włodzimierza Cimoszewicza, Janusza Mazurka – tego ostatniego przepraszał sam Macierewicz, mówiąc, że się pomylił). Charakteru drobnego uchybienia nie ma też to, że normy wprowadzono w niewłaściwej formie i przy niewłaściwej procedurze: to właściwe jej ukształtowanie ma gwarantować obywatelom, iż ustawa będzie rozpatrywana z należytym namysłem; forma ustawy umożliwia zaś np. weto prezydenta bądź skierowanie sprawy do TK w trybie kontroli prewencyjnej.

      Mówiąc o tym czy dałoby się przeprowadzić inną ustawę – gdybamy. Ale nie jest to wykluczone, bowiem gdy za czasów Suchockiej złożono kilka projektów ustaw lustracyjnych (w tym także, warto zauważyć, projekt KL-D, które w porozumieniu z innymi klubami skierowało wszak lustrację do Trybunału), to poparcie dla idei wyraziły wszystkie kluby, prócz SLD i PSL. Teoretycznie szanse więc były – acz to są tylko przypuszczenia, którymi za bardzo nie warto się przejmować.

      Co do opinii o rozliczeniach w innych krajach. Proces w Czechach oceniam negatywnie, a to dlatego, że odpowiedzialność w tym kraju nie miała charakteru indywidualnego, lecz charakter zbiorowy: karane były więc nie osobiste przewiny, lecz sam fakt należenia do pewnej kategorii osób (np. urzędników partii komunistycznej pewnego szczebla). Indywidualny charakter kary jest zaś przy karaniu sprawą podstawową – i z tego powodu w literaturze zachodniej czeska czystka (bo tak ją trzeba nazwać) jest raczej oceniana negatywnie.

      W przypadku Niemiec sprawa wygląda dużo lepiej, dużo bardziej praworządnie, acz musiałbym przeczytać dokładniejsze opracowania, by móc ten proces z czystym sumieniem pochwalić. Wskazać trzeba jednak na pewną jego wadę: z czasem następowała tendencja do coraz to łagodniejszego karania współpracowników Stasi, co w niekorzystnej sytuacji stawiało osoby osądzone wcześniej (krócej po 1989). Z drugiej jednak strony, Jon Elster w Transitional justice in historical perspective podkreśla, że jednym z nielicznych praw sprawiedliwości okresu tranzycji jest właśnie to, że z czasem represja wobec przedstawicieli poprzedniego reżimu wyraźnie słabnie – może więc trudno przesadnie winić Niemców za takie naruszenie zasady równości. Wstępnie więc oceniam lustrację w Niemczech pozytywnie – ale o rozliczeniach z przeszłością w tym kraju musiałbym przeczytać ciut więcej.

      Pozdrawiam, Michał

  3. JzN

    Nie ma to jak pomylić formę. Posty na blogu to nie artykuły. Połowa tekstu to kompilacja tłumacząca od Adama i Ewy coś, co albo każdy zainteresowany tematem już wie, albo go to nie interesuje. Blog jest od przedstawiania własnych opinii a nie od przepisywania innych i podniecania się produkowaniem przypisów.

    Cała ta inicjatywa i tryb pisania wygląda na jakąś wprawkę in spe magistra-ekshibicjonisty. Uwzględniając obecny poziom szkolnictwa wyższego w Polsce, nie zdziwiłbym się gdyby tak właśnie było i Autor był w trakcie pisania jakiejś śmisznej pracy rygorowej z jakże oryginalnego tematu – JKM. Grozi to niestety kolejnymi przeklejankami gdzieś tak do maja.. ugh..

    Co do meritum, to mimo, że JKM mógłby się tu bronić okolicznościami i koniecznością stosowania forteli, żeby przepchnąć cokolwiek, przykład lustracji pokazuje jak działają złote sposoby Korwina w praktyce. To wspaniałe przekonanie, że prawie wszystko można rozwiązać w 5 min prostym sposobem, a całą resztę naprawi wolny rynek i głosujący nogami.

    BTW. Havla nie Havela.

    • Blog jest od przedstawiania własnych opinii a nie od przepisywania innych i podniecania się produkowaniem przypisów.

      Złóż podanie i CV, może Katedra Korwinologii przyjmie cię do kolegium redakcyjnego.

      Co do meritum, to mimo, że JKM mógłby się tu bronić okolicznościami i koniecznością stosowania forteli, żeby przepchnąć cokolwiek,

      Jeśli parlamentarzysta zajmuje się legislacją zupełnie ignorując porządek prawny w jakim przyszło mu działać i mając w dupie procedury, to robi to ŹLE, jakiekolwiek by miał intencje.

      • JzN

        Parlamentarzysta jest od reprezentowania swoich wyborców. Powinien przestrzegać prawa, ale w granicach rozsądku. W pewnych sytuacjach tego typu świadome ignorowanie prawa czy tym bardziej obyczajów jest moim zdaniem dopuszczalne. Pytanie tylko czy to było celowe działanie obliczone na efekt czy raczej zwyczajna niewiedza i nieudolność..

    • Hasan

      @JzN
      Nie ma to jak pomylić formę. Posty na blogu to nie artykuły. (…)

      No tak, bo jest jedna określona i dopuszczalna forma którą KAŻDY musi zachowywać na swoim blogu. I nikt, absolutnie nikt, nie ma prawa pisać po swojemu na swoim blogu. Yay.

      • JzN

        Ugh.. ależ się Pan Hasan zapowietrzył. No nikt nic nie musi na SWOIM blogu. Powinniśmy być wdzięczni, że ortografii własnej nie promują.
        I nikt, absolutnie nikt, nie ma prawa napisać na blogu swojego komentarza. Yay.

  4. siadczyk

    @lustracja komperatywna
    Wydaję mi się, iż o ile porównywanie polskiej lustracji z czeską jest uzasadnione o tyle trudno porównać sytuację polski i niemiec. Zjednoczone Niemcy miały unikatową w bloku wschodnim sytuację – otrzymały od razu demokratyczny i zorganizowany aparat państwowy w spadku po swoim zachodnim bracie. Pozostałe kraje siłą rzeczy musiały używać do lustracji niedoskonałych narzędzi, gmerać w delikatnych mechanizmach za pomocą dłuta i młotka.
    Inna rzecz, że sam wpis jest celny i dobrze pokazuje czemu uchwała sejmu nie mogła być podstawą dobrze przeprowadzonej lustracji. Niemniej uważam, że trudno w dyskusji obronić argument polegający na „a w niemczech to…”. Komfort posiadania rzeszy urzędników o długoletnim doświadczeniu w demokratycznym państwie, służb specjalnych nie będących beneficjentami systemu, który mają lustrować, większe zaufanie do bezstronności władzy sądowniczej (nie wspominając o prokuratorach) – to wszystko stawiało Niemcy w sytuacji zbyt różnej by stosować „benchmarking”

    • Zgadzam się z Pana komentarzem. Proszę wszakże zauważyć, iż nie używam takiego argumentu: Pan uncool_ben zapytał mnie o moją ocenę lustracji niemieckiej – i ją przedstawiłem. Nie oznacza to jednak, bym nie doceniał jak różna była sytuacja NRD i Polski: ugruntowana demokracja w RFN, wraz z wysoką kulturą prawną wypracowaną przez tez 45 lat, pozwoliły przeprowadzić dość sprawną i powszechną lustrację. Różnica w sytuacji państw pozwala zrozumieć, dlaczego m. in. nie udało się dokonać równie udanej lustracji w Polsce: nie może to jednak, moim zdaniem, usprawiedliwić oczywistych braków zastosowanej w przypadku uchwały z 1992 r. procedury. W polskim systemie prawnym były, chociażby w zakresie prawa cywilnego, obecne takie uprawnienia pozwanych jak prawo do zaznajomienia się dowodami, przedstawienia własnych dowodów, prawo do pełnomocnika procesowego czy prawo do odwołania do niezależnego organu – to nie jest więc tak, że musieliśmy się ich w całości uczyć z Zachodu. Uchwała lustracyjna była więc regresem w stosunku do znanych polskiemu systemowi prawnemu – choć rzecz jasna nie zawsze przestrzeganych – uprawnień oskarżonych i pozwanych. Nawet jednak gdybyśmy wszystkiego musieli uczyć się od nowa, to i tak rażąca niedoskonałość procesu z 1992 r. zmusza nas, jak uważam, do negatywnej oceny działań Korwin-Mikkego i Macierewicza.

      Pozdrawiam, Michał

      • siadczyk

        Pozostaje mi się zgodzić, ze zgadzającym się ze mną autorem tekstu. Uważam, że bardzo celnie wypunktowane zostały tutaj braki w rozwiązaniu z 1992 roku i muszę przyznać, że dla mnie dość pouczające – nie śledziłem wtedy tych wydarzeń choćby z racji młodego wieku a w późniejszym czasie nie nadrobiłem zaległości na takim poziomie szczegółowości.
        Inna rzecz, czy problem lustracji bardziej leży w zakresie prawa cywilnego czy karnego (nie chodzi mi tutaj o samo stosowanie odpowiednich procedur wprost, a raczej o to jakim „duchem prawa” się powinniśmy kierować, przy czym oczywiście w wypadku prawa karnego argumenty na temat prawa do pełnomocinka, składania wniosków dowodowych, zaznajomienia się z materiałem dowodowym, prawa do obrony itp. są cały czas aktualne, może nawet jeszcze bardziej aktualne.
        Pozdrawiam serdecznie

  5. Kiwajakotako

    Panie Michale,
    Jak napisał Pan wcześniej celem tego bloga jest powstrzymanie korwinizmu, czyli powstrzymanie „przekonania, iż na każdy problem ludzkości istnieje recepta dająca się zapisać zdaniem pojedynczym”.
    Rozumiem, że jednym ze sposobów do osiągnięcia tego celu jest pisanie tak obszernych artykułów i – jak Pan sam to nazwał – przydługich już nieco rozważań prawnych. A nie wystarczyło po prostu napisać, że projekt ustawy lustracyjnej i zaproponowany przez nią proces był niezgodny z ówczesnym prawem (i podać JEDEN bezsprzeczny argument)?
    Upps! Zagalopowałem się. Przecież podawanie jednego argumentu jest wystarczające tylko w naukach ścisłych, a Pan – jako doktorant prawa i potencjalny humanista yntelygent – nauczony jest, że liczy się ilość argumentów. Im więcej tym lepiej… Trzeba przecież zwalczać Korwinizm…

    • JzN

      W zwalczaniu korwinizmu najlepsza przecież jest indukcja enumeratywna, ulubiona metoda nauk społecznych, za pomocą której wraz ze wzrostem liczby cytowanych punditów rośnie w oczach odbiorcy dzieła wiarygodność finalnej generalizacji

  6. Żużel

    Nie ma co – poważny artykuł. Samych przypisów prawie drugie tyle, co właściwego tekstu. Moim jednak zdaniem trąci z niego za duża naiwność i chciejstwo (wishful thinking). Mówienie o „poważnych parlamentarzystach”, „zasadach praworządności”, a już w szczególności o „polskim prawie” w ówczesnych warunkach właśnie na to wskazuje.

    Innymi słowy – artykuł niebrzydka rzecz. Niestety bez praktycznego zastosowania.

  7. Golden

    Wszyscy znamy i podziwiamy niezwykłą zdolność Braci Prawniczej do kwiecistego opisywania najprostszych zjawisk, przedmiotow itp…
    Ciekawi mnie jak miałoby być zapisane sformułowanie <>, zeby było jasne. Może tak jak zostalo trafnie wyjasnione sformułowanie <>, zrozumiałe dla przeciętnego Kowalskiego z przeciętnym IQ. Dla Prawników <> to <>. I już wszystko jasne 🙂
    To tylko jeden z takich kwiatków, ale mam przekonanie graniczące z pewnością, że jest ich zdecydowanie więcej.

    PS.
    Każdy prowadzi swój blog tak jak się jemu podoba (różnorodność to potęga), jednak przydługawe wpisy, oparte w dużej mierze na zasadzie ctrl-c ctrl-v (nie zaprzeczam – zgrabnie poskładane) nie wróżą jednak temu blogowi świetlanej przyszłości.

    Uniwersalna

  8. Golden

    Sorki, zawiodła znajomość html-a, może teraz będzie lepiej…

    Wszyscy znamy i podziwiamy niezwykłą zdolność Braci Prawniczej do kwiecistego opisywania najprostszych zjawisk, przedmiotow itp…
    Ciekawi mnie jak miałoby być zapisane sformułowanie pełna informacja, zeby było jasne. Może tak jak zostalo trafnie wyjasnione sformułowanie niezwłocznie, zrozumiałe dla przeciętnego Kowalskiego z przeciętnym IQ. Dla Prawników niezwłocznie to bez zbędnej zwłoki. I już wszystko jasne 🙂
    To tylko jeden z takich kwiatków, ale mam przekonanie graniczące z pewnością, że jest ich zdecydowanie więcej.

    PS.
    Każdy prowadzi swój blog tak jak się jemu podoba (różnorodność to potęga), jednak przydługawe wpisy, oparte w dużej mierze na zasadzie ctrl-c ctrl-v (nie zaprzeczam – zgrabnie poskładane) nie wróżą temu blogowi świetlanej przyszłości.

  9. gl

    Ludzie, czy wiecie jak trudno dostać się na łamy historii? Biblioteka w Aleksandrii spalona. Węzeł gordyjski rozwiązany. Musicie więc przyznać, że JKM uzyskał względnie duży efekt używając tylko kolana i długopisu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s